Wypadki chodzą po ludziach – nawet tych szalonych

24 marca bieżącego roku pilot szaleniec z premedytacją rozbił samolot pasażerski z podróżnymi i załogą. Od razu w mediach zrobił się szum. Poniesiono głosy, że trzeba zmienić przepisy lotnicze! Po WTC zamyka się drzwi do kabiny pilota? Teraz okazało się, że takie zamykanie drzwi może przynieść fatalne skutki. Ale czy jedna katastrofa na miliony lotów to już wystarczający powód do zmiany procedur?

Trzeba wymyślić nowe procedury, które będą w stanie zapobiec takim sytuacjom. Ponadto, należy dokonać zmian w procesie badania pilotów - z oczywistych względów. Trzeba również dołożyć wszelkich starań, żeby zmniejszyć do minimum ryzyko powtórzenia się takiej tragedii.



Let’s face some facts:

0. Założenie – skoro:
a. nie przypominam sobie informacji w mediach o podobnym zdarzeniu;
b. przy okazji tego case’u nie było nigdzie wzmianki o podobnym przypadku w przeszłości;
to najprawdopodobniej jedyne tego typu zdarzenie w historii.

1. Skala pasażerskiego ruchu lotniczego:
a. za datę pierwszego lotu z komercyjnego lotu przyjmuje się 1 stycznia 1914 ;
b. w latach 1960 – 2013 na całym świecie „przewieziono” w transporcie lotniczym 362 677 303 400 pasażerów. Zakładamy, że są to wszystkie osoby, które kiedykolwiek skorzystały z pasażerskiego ruchu lotniczego (choć na oko widać, że musiało ich być przynajmniej trochę więcej).

2. Skala tragedii:
a. rozbity samolot to Airbus A320 z liczbą miejsc do 180;
b. Zakładamy (znowu orientacyjnie), tym razem przesadzając w drugą stronę, że wszystkie miejsca były zajęte. Dorzućmy do tego 50 osób z załogi

3. Wnioski:
a. w ponad 100-letniej historii pasażerskiego ruchu lotniczego zdarzyła się jedna tego typu katastrofa;
b. w wypadku tym zginęło:
i. 0,000000063% osób, które kiedykolwiek, gdziekolwiek na świecie skorzystały z pasażerskiego ruchu lotniczego;
ii. 0,0000011% osób, które w 2013 r. gdziekolwiek na świecie skorzystały z pasażerskiego ruchu lotniczego;
iii. 0,00022% osób, które w 2013 r. w Niemczech skorzystały z pasażerskiego ruchu lotniczego.

To niewiele.
I właśnie dlatego moim zdaniem (do którego mam pełne prawo, a każdy inny człowiek ma prawo do własnego) nie powinno się żądać zmiany jakichkolwiek procedur. W szczególności narodowe lub międzynarodowe organizacje publiczne nie powinny stawiać takich wymogów, liniom lotniczym lub innym podmiotom komercyjnym. Jeśli linie lotnicze (lub inne podmioty komercyjne) chcą zmieniać procedury, to niech to zrobią. Nie powinno się stosować żadnych nacisków, ponieważ:

1. Wymyślenie nowych procedur pochłonie ogromne fundusze, niewspółmierne do skali problemu.
2. Wdrożenie nowych procedur będzie kosztowało jeszcze więcej pieniędzy (tym bardziej niewspółmiernie do skali problemu).
3. Za chwilę zacznie się atak na: statki, autobusy, kolej, taksówkarzy i rikszarzy w Łodzi na Piotrkowskiej.

Czy uważam, że to była tragedia? Tak, ale uważam też, że to jest sprawa dla:

1. zaangażowanych stron, np. linii lotniczych;
2. różnej maści prawników i ubezpieczycieli;
3. ludzi dobrej woli i NGOs dobrej woli;
4. ew. organów publicznych w zakresie zawężonym do minimalizowania skutków tej konkretnej tragedii, np. pomoc rodzinom ofiar.

Za kilka tygodni czeka mnie lot rejsem międzykontynentalnym - trochę się boję. Nie przekłamię mocno rzeczywistości jeśli napiszę, że na pewno takich osób jak ja jest więcej. To jednak nie jest wystarczający powód, żeby wymagać zmiany procedur w związku z katastrofą z dn. 24 marca br.
Trwa ładowanie komentarzy...