Za komuny młodzież była lepsza?

Wiele osób z nostalgią wspomina okres przed 1990 rokiem. Mimo wielu przeciwności i znikomych udogodnień wszystkim żyło się dobrze. Ciężka praca nie przerażała, a w kieszeni liczył się każdy grosz. Dzisiaj jest zupełnie inaczej. Młode pokolenie staje się coraz bardziej leniwe. Można to zauważyć zwłaszcza wśród osób z „dobrych domów”. Ich postawy roszczeniowe – dostać, ale nie pracować – są coraz bardziej widoczne. Z czego wynika owa przepaść pomiędzy osobami urodzonymi przed 1990 rokiem a tymi urodzonymi już w wolnej Polsce?

Przeglądając niedawno Gazetę Wyborczą natknąłem się przypadkiem na wywiad przeprowadzony z dr Janem Czarzastym z Zakładu Socjologii ekonomicznej SGH na temat Polaków urodzonych po roku 1990. Rozmówca stawia w wywiadzie dwie główne tezy:



1. Rodzice dzieci, które urodziły się po 1990 roku, nadmiernie starają się je chronić. Według autora powoduje to ich zepsucie. Za przykład podaje m.in. odprowadzanie 12-letnich „dzieci” przez nianie do ich domów na strzeżonych osiedlach. Według autora nadmierna troska rodziców wobec dzieci powoduje lęk wobec otaczającego ich świata.
2. To młode pokolenie czuje się silnie rozwarstwione. Pochodną tej sytuacji jest rozwarstwienie dotykające ich rodziców. To z kolei wynika z faktu, iż niektórym rodzicom w latach 90-tych „udało się wsiąść na byka a innym nie”.

Z moich absolutnie subiektywnych obserwacji wynika, że ludziom urodzonym po roku 1990 się po prostu nie chce. Szczególnie tym z „dobrych domów”.

Ograniczam się do „dobrych domów”, ponieważ nie obracam się w „bańce polskiej”. Przez to stwierdzenie rozumiem osoby, które zarabiają ogromne pieniądze. Przykładowo są w Polsce ludzie zarabiający po 100 tys. zł, a nawet po 1 mln zł. miesięcznie. Oni właśnie obracają się w „swojej bańce”. Większość Polaków zarabia jednak dużo mniej. Są to zarobki rzędu 1500 zł. Wracając jednak do tematu:

Wśród tych młodych ludzi z „dobrych domów” nie obserwuję szczególnego lęku przed światem. Szala przeważa się wręcz w stronę postawy roszczeniowej. Przynajmniej w Warszawie, przynajmniej w branży usług opartych na wiedzy i know-how, nie znam nikogo, kto nie narzekałby na trudności w zatrudnieniu dobrych pracowników. Dotyczy to zarówno absolwentów, jak i studentów. Sam zachodzę w głowę, dlaczego trudno mi znaleźć studenta do zrobienia 2-dniowego desk researchu za 500 czy nawet 750 zł. Dla mnie na studiach to była połowa miesięcznego budżetu.

Obserwuje również inną ciekawą tendencję – otóż moi znajomi zaczynają kupować usługi w Polsce B. Nie wynika to wyłącznie z chęci założenia w tym miejscu call center. Kupują także researche, pozycjonowanie czy strony internetowe. Oczywiście – tam koszty utrzymania są niższe, ale sądzę, że przede wszystkim, tamtym ludziom się chce. Może dlatego, że nie pochodzą z „dobrych domów”.

Ktoś może wysunąć argument, że jak będą tak robić to zepsują rynek, że to niegodne robić 2-dniowy research za 500 zł czy stronę internetową za 50% ceny warszawskiej. Ja jednak uważam, że za 5 lat to właśnie Ci młodzi ludzie z Polski B będą kupowali researche, strony internetowe i pozycjonowanie, a niekoniecznie osoby z „dobrych domów”.
Trwa ładowanie komentarzy...